Porozumienie bez przemocy czyli wychowanie bez nagród i kar - dlaczego terapeuci je zalecają?

Dziecko Polecane Czwartek, 7 marca 2019
Udostępnij

O porozumieniu bez przemocy autor tego podejścia, Marshall Rosenberg, mówi, że jest językiem serca albo językiem życia. Co takiego ma na myśli?

Bardziej niż o metodzie wychowawczej w przypadku porozumienia bez przemocy mówimy o budowaniu relacji z dzieckiem, która ma być oparta o głębokie zrozumienie potrzeb. Brzmi zawile, lecz w swej istocie jest bardzo proste. I zaraz Wam to wyjaśnimy.

Potocznie o dziecku powiemy, że jest niegrzeczne, kiedy biega, choć powinno spokojnie siedzieć albo rozrzuca zabawki, które dopiero co poukładaliśmy. Warto pamiętać, że każde zachowanie ma swoją funkcję. Być może nasze dziecko ma silną potrzebę ruchu albo niezaspokojoną ciekawość. Z kolei my, rodzice, na widok naszego rozbrykanego dziecka możemy doświadczać frustracji. Odczuwać potrzebę odpoczynku i świętego spokoju.

Tradycyjnie sięgnęlibyśmy po karę albo nagrodę.

Jeśli posiedzisz spokojnie, później pozwolę ci pograć na telefonie - powiemy (obiecując nagrodę).
Jeśli jeszcze raz rozrzucisz zabawki, idziesz do kąta - zagrozimy sugerując karę.

Rosenberg uważa, że stosowanie nagród i kar ma w sobie komponent przemocy. Chcielibyśmy, żeby dana osoba coś zrobiła, albo czegoś nie robiła, i nakłaniamy ją do tego, w pewnym stopniu przymuszamy. Przymus w naturalny sposób rodzi opór. A stosować go wcale nie musimy.

Co zaleca w tej sytuacji porozumienie bez przemocy? 
Rosenberg radzi, żebyśmy wrócili do empatii, do języka potrzeb. Rozumiemy potrzebę ruchu i dokazywania u naszego dziecka, rozumiemy też naszą potrzebę odpoczynku. Stosujemy więc zasadę czterech kroków:

Po pierwsze, komunikujemy to, co widzimy: możemy powiedzieć coś w rodzaju "Bardzo dużo biegasz" albo "Porozrzucałeś zabawki".

Po drugie, komunikujemy nasze uczucia z tym związane. Możemy powiedzieć: "Jestem rozzłoszczona tym, że biegasz i że porozrzucałeś zabawki". "Smuci mnie to, czuję się bezradna, gdy to widzę".

Po trzecie, wyrażamy naszą potrzebę - to, czego byśmy chcieli: "Chciałbym posiedzieć w spokoju"; "Chciałabym mieszkać w czystym domu".

Po czwarte, wyrażamy prośbę, która jest propozycją konkretnego zachowania: "Proszę, żebyś przestał biegać". "Proszę, żebyś posprzątał".

Teoria, która tylko z pozoru wydaje się skomplikowana. Tak naprawdę powracamy do istoty komunikacji międzyludzkiej. Porozumienie bez przemocy jest metodą stosowaną tak wobec dzieci jak i między nami, dorosłymi. Każdy z nas ma swoje potrzeby, które mogą zostać uszanowane. Kluczem do sukcesu jest empatia.

Co w sytuacji, gdy nasze potrzeby są sprzeczne? Wypracowujemy kompromis. Albo wyjaśniamy, dlaczego w danej sytuacji określone zachowanie jest pożądane, a inne - nie. Nie pozwalamy dziecku na zabawę ostrym nożem, bo może zrobić sobie krzywdę. Analogicznie, nie pozwolimy dziecku wkładać palca do kontaktu.

Wszystko można przekazać językiem serca stosując cztery kroki. Nie wierzycie? Spróbujcie!

Źródło: www.unsplash.com